1/5
Zdecydowanie nie polecam! Zero zainteresowania sprawą swojego podopiecznego… wziął pieniądze i milczał przez lata. Teraz został tylko komornik do spłaty, bo nie raczył poinformować, że przez lata przychodziły do niego pisma z ponagleniami do zapłaty w sprawie, którą miał reprezentować. Rozprawa sądowa przegrana, bo nawet nie wiedziałam, że taka miała się odbyć! Taki radca a nie wie, że należy poinformować o rozprawie sądowej? Jako pełnomocnik ani nie poinformował, że dzieje się coś złego w sprawie ani nie reprezentował. Po prostu listy do niego docierały i mam wrażenie że trafiały od razu do niszczarki… stracony czas, pieniądze i nerwy… P.S. widzę że pojawiły się ciekawe pozytywne opinie z jakichś zagranicznych kont. Widzę teraz na co poszły moje stracone pieniądze w sprawie. Kupować sobie opinie? Juz nawet nie wiem czy to zabawne czy bardziej żenujące P.S. jako odpowiedź do Pana wypowiedzi - byłam w sądzie, wyciągałam akta sprawy i wszystkie były adresowane do Pana. Nic nie było nadawane na nasz adres. Ale to powinien Pan wiedzieć, skoro zajmował się tą sprawą, prawda? Mnie może i Pan nie ma w swoim „archiwum”. Pisze to wszystko w sprawie męża, bo i mnie komornik dotyczył po tak olanej sprawie postępowania sądowego. Proszę sobie analizować z jakiego konta piszę, nie kryje się pod żadnym anonimowym kontem, bo nie mam nic do ukrycia. Chętnie się z Panem spotkam w sądzie czy innej instytucji. Jak już tak Pan sobie straszy, to proszę sobie przypomnieć o jakich sprawach Pan zawalił i jednak podkulić ogon, bo może się to obrócić przeciwko Panu. My potraktowaliśmy to pobłażliwie, nigdzie nie zgłosiliśmy zaniechania swoich obowiązków. Jedynie dodałam negatywną opinię publiczną. Pan nas od razu straszy Sądem czy prokuraturą? Z obawy przed czym tak drastyczne kroki Pan chce podjąć? 😉 P.S.2. Czy naprawdę publicznie mam opisywać całą sprawę? Czy naprawdę mam pisać „mąż był w sądzie, zrobił zdjęcia każdej strony z akt sprawy a następnie oboje przeanalizowaliśmy każde zdjęcie?” Zaniechał Pan swoich obowiązków i o tym piszę. My nie chcemy mieć już z Panem nic do czynienia, „dziękujemy” za te wszystkie koszty do jakich Pan nas dopuścił. Wystarczyło się skontaktować przy pierwszym (no max drugim, bo rozumiem przeoczenie) ponagleniu do zapłaty. Kontaktu żadnego nie było z Pana strony (mąż uznał za sprawę rozwiązana skoro nie było żadnego kontaktu przez tak długi czas). Ale te wszystkie pisma co do Pana przychodziły? Nie raczył Pan wykonać ani jednego telefonu! A postępowanie sobie trwało bez męża udziału… bo nic nie wiedział… dopóki komornik nie napisał już do niego o zajęciu konta. A można było uniknąć tych wszystkich dodatkowych kosztow… jak nie było nadziei na wygranie sprawy - wystarczyło napisać, zadzwonić. Mąż by miał kilka tysięcy mniej do zapłaty… Kontaktował się z Panem po otrzymaniu pisma od komornika. I co? I teraz to już za późno na jakiekolwiek działania. Pan już nie może nic w tym kierunku zrobić. Pana „informacja” o spotkaniu w sądzie brzmi jak straszenie, stąd mój komentarz w tę stronę. Takie cwaniakowanie czasem się nie opłaca, bo ja mogę zaproponować inne miejsce do spotkania jeśli Pan tak koniecznie chce się spotkać w bardzo oficjalnej sytuacji. Ja już swoje „nie polecam” uzasadniłam mam nadzieję wystarczająco. Więcej szczegółów publicznie zdradzać nie zamierzam. Oby to dało do myślenia zainteresowanym Pańskimi usługami. P.S.3. Nie jestem radcą prawnym, aby operować dokładnymi przepisami i określeniami co do sytuacji 😉 nie rozumiem czepiania się tego przy każdej mojej wypowiedzi. Skoro pracuje pan z klientami to powinien Pan wiedzieć, że nie każdy używa profesjonalnego słownictwa i nie zna się na prawie tak, jak Pan powinien. Przypominam „powinien”. Udaliśmy sie po poradnictwo do bardziej kompetentnej osoby, nie musimy już wracać do Pana. Wiemy, że poza skargą do wyższej instytucji nie mamy nic już do zdziałania. No chyba że koniecznie chciałby Pan nam zrekompensować swoje błędy w sztuce. Ale to trzeba się przyznać do winy… a wątpię, że doszłoby do takiej sytuacji. Jak już wspomniałam - my kończymy tylko na opinii